Wulgaryzmy są spoko, lecz nie są dla idiotów. – KOBUS – Obserwuję, opowiadam.
Kategorie:

Stosowanie wulgaryzmów to sztuka.
Jeśli robisz to za często, staje się nudne.
Jeśli w ogóle z tego rezygnujesz, to coś cię omija.

Alice Clayton (z książki “Z tobą się nie nudzę”)

Wulgaryzmy zakorzenione są w każdym języku i bez względu na społeczne deklaracje, każdy ich używa częściej, bądź rzadziej. Kurwami i innymi ja pierdolę rzucają politycy, sportowcy, laureaci Pokojowej Nagrody Nobla. Soczyste spierdalaj, czy niepokorne pierdol się i inne takie, malują się na kartkach literatury od zarania dziejów. Ekranizowane są w topowej kinematografii i śmiejecie się z nich zajadając popcorn popijany colą – i nikogo już nie dziwią. Można by stwierdzić, że autorzy, którzy rzucają inwektywami są niepoważni, głupi, zdegenerowani i bóg wie co… ale czy Witkacy był niepoważnym pisarzem? Poważnym. Przeklinał? Przeklinał. A King lub Bukowski? Czy byli niepoważni? W jakimś sensie na pewno, ale pisali… i to jak pisali. Tarantino? Nawet sam Papież – wyobraź sobie, że siada na swoim podgrzewanym, złotym wc i nie może sobie poradzić z porannym zatwardzeniem, co powie? Odstuka jakąś zdrowaśkę czy rzuci sytym kuuurwa? Bywają bowiem w życiu dni, że nawet kurwa mać to za mało. Przykładów jest mnóstwo – przeklinamy będąc sami, jak i w towarzystwie i nic w tym złego. Twórcy zdają sobie sprawę, że nikt nie patrzyłby w kinie czy literaturze przychylnie na bohatera, który uderzając się w mały palec u stopy krzyczał “motyla noga, ale boli!”. Wulgaryzmy wzmacniają/wyzwalają emocję, opinie i pomagają zwiększyć odporność na ból.

Dla mnie przekleństwa są naturalną częścią języka polskiego i jeśli są stosowane odpowiednio ze swoim przeznaczeniem to dodają odpowiedniego smaczku i pikanterii. Nie rozumiem ludzi, którzy spotykając się z wulgarnym językiem od razu wrzucają człowieka do szuflady z podpisem “niepoważny, infantylny, zdegenerowany”, czy co gorsza uważają go za patologicznego popromieńca, który z dobrym wychowaniem ma tyle wspólnego co chińska kurtyzana z cnotą. Według badań prawie ośmiu na dziecięciu dorosłych przeklina, z czego dwie trzecie robi to pod wpływem emocji.

Przeklinać trzeba umieć. Można przeklinać bez sensu jak poczciwa miejsca pijaczyna. Można używać przekleństw jak przeciwników, jak na silną, niezależna kobietę przystało. Można również przeklinać inteligentnie. To ostatnie niezwykle mnie inspiruje i jest pasjonujące, serio! Mimo tego, że staram się nie nadużywać wulgaryzmów to chętnie je wykorzystuje w kontaktach z innymi, bo reakcja na nie bywa zaskakująca. Jak bowiem miałbym przekazać kumplowi jakich zajebistych cycków wczoraj dotykałem? Jak miałbym zastąpić słowo skurwysyn kiedy słucham o ludziach znęcających się na zwierzętami? Jakie miałyby być dla mnie dziewczyny z Two Girls One Cup zajadające się rzadkimi ekskrementami? Pojebane! Ano pojebane!

Przeklinajmy zatem, ale móc potęgować swoje odczucia czy wyrażać literacką stylizację, ale:
– nie przeklinajmy przy dzieciach, bo jeszcze mają czas, aby wejść w świat dojrzałego języka,
– nie przesadzajmy z przekleństwami, bo pozbawimy ich wyjątkowej roli,

… i pamiętajcie, że przeklinanie może stać się nawykiem, a co gorsza może być różnie odbierane w danym towarzystwie 🙂 Jesteśmy wolni, żyjmy zgodnie ze swoimi wewnętrznymi przekonaniami i poczuciem co jest dla nas słuszne, a co nie. Możemy przeklinać i bawić się tym – możemy też zastępować przekleństwa innymi wyrazami i tym samym odkrywać język – co może nieść frajdę i być sposobem produktywnego spędzania wolnego czasu.

 4,860 osób przeczytało

Powróć do artykułów

Książki
sklep. pankobus. pl