Jestem wieśniakiem i kocham Polska wiochę. – KOBUS – Obserwuję, opowiadam.
Kategorie:

Nigdy nie było mi do drodze z literaturą jaką oferował mi system edukacji w czasach licealnych. Jakoś zawsze wolałem kontrowersję pokroju “Miłosne Grzechy Mojej Żony” – Thomasa Chelli czy “120 dni Sodomy” Markiza de Sade. I choć nie przepadałem wtedy za twórczością Reymonta, Żeromskiego czy tej starej dewoty Orzeszkowej  – to lubiłem czytać o folklorze i polskiej wsi. Zawsze w tych opowieściach był jeden motyw wspólny – nieziemska orka w pełnym słońcu i kufel zimnego, beczkowego piwa po wykonanej robocie.

Posiadanie domu jednorodzinnego w młodym wieku, to przywilej w czasach, gdzie młodzi ludzie muszą brać kredyty na 30 lat, aby móc zamieszkać na swoim. Niestety, to też wielki obowiązek – zwłaszcza w sezonie letnim, kiedy wiejska flora zaczyna zmieniać się w żywiącego się każdym wolnym centymetrem ziemi potwora. Serio, to upierdliwe monstrum, z którym przychodzi mi podejmować nierówną walkę podczas każdego wakacyjnego sezonu! W tym roku, ten mieszczuch we mnie wyjątkowo i konkretnie dostał po zgrabnej dupie – wiem czym jest prawdziwa, ciężka dwunastogodzinna praca w 37 stopniowym upale. Mimo wyszukanego arsenału, w którego skład wchodziły stalowe grabie, całkiem spora kosiarka i spalinówka z metalowym ostrzem – nie było łatwo… plac boju to ponad 50 arów podwórka gwałconego przez 1,70 cm chwastów i inne ustrojstwa. Choć przelatywanie zawsze było dla mnie prostą sprawą, ba.. przyjemną, to dziś muszę stwierdzić: Miejmy szacunek za każdym razem, gdy zobaczymy “wieśniaków” zapierdzielających w polu, czy to na żniwach czy po prostu – ja wiem dziś jedno – to prawdziwi Ironmani przy których Rambo to mała pipka z buszu.

Tak spędzałem sporą część weekendów podczas tegorocznego lata. Mimo wszystko lubię prace ogrodowe – można się świetnie dociąć od spraw miejskich. Satysfakcja, gdy widzisz owoc swojej pracy – bezcenna. Mam w tym wszystkim też swój mały cel.

A w zasadzie to wielki cel, bo moja działka to dla mnie wyjątkowe miejsce, gdyż spędziłem tam sporą część swojego beztroskiego dzieciństwa pogrywając w ping ponga i zajadając wyśmienite wiśnie, śliwki… gdy wracam tam wspomnieniami to widzę 3 centymetrową trawkę, oczko wodne, pięknie usadzone kwiatki i złote zachody słońce oblewające swoją aurą zborze – poczucie wolności i kwintesencja naturalnego piękna. Chcę powrócić do tego – i tego lata niemalże się to udało.

Polska wieś jest super! Wszechobecny spokój, świetnie zintegrowana społeczność sąsiedzka i czas, który wydaje się jakby płyną wolniej. Kocham tamtejsze poranki, podczas których można usiąść na tarasie z kubkiem ulubionej mrożonej kawy i wziąć głęboki haust powietrza odcinając się do bieżących spraw. Ponadto, nisko latające skowronki, bezkres polnych horyzontów, lasów i błękitno-żółte światło oblewa korony drzew. Najlepiej!

Dodam jeszcze, że jest we mnie pewna sprzeczność. Nie mieszkam tam, bo jestem rozdarty między miastem, a wsią. Całe życie przyszło mi mieszkać w dużym mieście i dostrzegam w tym tyle samo plusów co w małej wsi. Mówi się, że każdy mężczyzna powinien zasadzić drzewo – w moim mniemaniu powinien też postawić dom, a po robocie odlać się pod tym drzewem.

Co przyniesie najbliższa przyszłość?
Chyba najlepszą opcja byłoby osiedlenie się na peryferiach dużego miasta i wtedy wszystko byłoby pogodzone, lecz czy tak łatwo jest zamienić miejsce pełne sentymentów?

A co Ty sądzisz o Polskiej wsi?
Przypał czy przywilej?

 9,176 osób przeczytało

Powróć do artykułów

Książki
sklep. pankobus. pl