W miłości nie można mieć wszystkiego? – KOBUS – Obserwuję, opowiadam.
Kategorie:

Całe życie oczekiwałem od niej, że rozwiąże moje wszystkie problemy. Z uporem narkomana doszukiwałem się w niej leku na całe zło, z którym zbyt często stawałem w nierównej walce. Była krucha, a pomimo tego czułem się z nią nie do złamania. Jakby nadawała sens mojemu życiu. I dawała siłę, jakiej sam w sobie nie potrafiłem odnaleźć. Nasze poznanie było magiczne. Każda z chwil, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przyjmowała znamiona tej najpiękniejszej. Była jak najbardziej wzruszający film, który z głębokim westchnieniem tęsknoty, a może z zazdrością, ogląda się na szklanym ekranie. Była, choć częściej bywała, przychodząc i odchodząc w najmniej spodziewanym momencie. Miłość była dla mnie wszystkim. I dała mi wszystko, choć później jeszcze więcej zabrała.

Całe życie walczyłem z ideą, że nie można mieć wszystkiego. Z naiwnością dziecka próbowałem zakrzyczeć każdego, kto miał dla mnie kubeł zimnej wody. Głęboka woda dla tych, którzy boją się prawdy. Prawda o mnie? Próbowałem utrzymać się na powierzchni, choć dziś zdecydowanie bliżej mi do pogodzenia się z tym, że jednak faktycznie nie można mieć wszystkiego. Każda miłość na początku przedstawia nam się z imienia doskonałego, takiego, które świetnie pasuje do naszego. Tymczasem prawda od zawsze wyglądała tak samo. Miłość nigdy nie była i nie będzie idealna. Możemy podążać za nią, jak ślepiec kierowany dobrym słowem. I to nic złego, bo każdy by się nabrał. Miłość jest życzliwa i w tej całej życzliwości tak naiwnie piękna, że nie sposób nie dać się uwieść i nie stracić zdrowego rozsądku, ba… całego świata dla oczu, w jakich się skrywa.

Te, w które było dane mi patrzeć, latami były najpiękniejsze.

Niczego nie żałuję. W miłość zawsze wchodzi się na 100%. Nie ma nic pomiędzy, droga biegnie w linii prostej od serca do rozumu, a nie odwrotnie. Nie daje szans, aby się zatrzymać i dostrzec zagrożenie. Więc biegniemy z krzykiem na ustach, nieracjonalni, niestabilni – zakochani na zabój. Prosząc, aby chwila trwała wiecznie. I trwa w najlepsze, budząc nas co dnia obok osoby, która określa ramy naszego uniwersum. Jednak wraz z biegiem czasu coś wytrąca nas z równowagi. Nadchodzi otrzeźwienie i zaczynamy dostrzegać rysy. Uwikłani w pierwszoplanowe role uczestniczymy w dialogach, pozwalających nam użyć słów ostrych jak naboje. Czasem strzelamy fochem, częściej czymś, co zaboli i pozostanie w kimś na zawsze. To można wybaczyć, ale tego nie da się wymazać jak błędu na Messengerze. Film romantyczny, melodramat, mało śmieszna komedia, a może horror, o którym chcielibyśmy zapomnieć? To nasze związki, trwające w monotonii.

Na wstępie, kiedy w człowieku nie dostrzega się złych stron, łatwo jest kochać. Kiedy jest się zwabionym jak ufne zwierzę, jakie nie czuje zagrożenia. Wtedy miłość zawsze jest na 100%, a jak nie, to nie jest miłość, a krótkie zauroczenie. Taki grom z jasnego nieba na początku zawsze wdzięcznie się do nas uśmiecha i przejawia najwspanialszymi dniami. Chętnie je wspominamy przez wspólnie spędzone lata. Jednak po dłuższym czasie dostrzegamy już pęknięcia i obraz w różowych okularach blednie. Miłość traci swój koloryt. Jest w słabszej kondycji. Przestaje być najważniejsza i staje się czymś oczywistym, na co się nie zwraca uwagi. Zmienia się nasze zaangażowanie, pojawia się upór i sprzeczki. Na każde złe słowo i zaniedbanie otrzymujemy kontrę. Czasem lewy prosty, czasem cios poniżej pasa albo celne uderzenie z dołu, którego byś się nie spodziewał. Zaboli, powali na kolana albo zniszczy Ci życie.

Miłość dla wielu to nierówna gra, bo ktoś daje więcej, a ktoś mniej. To niesprawiedliwe, dlatego w bólu rodzi pretensje. A te nie sposób ukryć czy przepłakać. Możemy próbować udawać, że wszystko się zgadza, że być może tak powinno być. Możemy, ale boję się, że to najszybsza droga, by ocknąć się ze złamanym sercem i odłamkami szkła, tkwiącymi głęboko w nim. W miejscach, z których już nigdy nie będzie się dało ich wyciągnąć. Niespełniona miłość tworzy pustki, jakich nie da się wypełnić.

Powtórzę to znów. W miłości nie można mieć wszystkiego.

Dziś to dla mnie już pewne.

Długotrwała relacja przygasa, ale zapewnia poczucie stabilności i spokoju. Jesteśmy szczęśliwi, ale czy to aby na pewno nam wystarcza? Ludzie w wieloletnim związku nie powinni pragnąć i fantazjować, tak było wolno nam się bawić tylko za młodu. Potem mamy wydorośleć. Mamy to po prostu zaakceptować, odegrać rolę męczeńską i wyrzec się siebie. Jakie są Twoje pragnienia? Co w sobie zagłuszasz? Na co masz jeszcze nadzieje? Może to złudne? Z monotonią powinno się walczyć! Tymczasem częściej się ją akceptuje i umiera w ciszy. Można też próbować mieć wszystko i to jednocześnie. Przyjrzyj się tym pseudoidealnym związkom. Bliżej im do patchworkowego dywanu niż żywej relacji. Śmierdzą na kilometr. Niby szczęśliwi i uśmiechnięci, a skaczą po cudzej pościeli.

U większości wygląda to tak samo. Ludzie się poróżnią, oddalają od siebie i szukają pocieszenia w majtkach kogoś innego. Chujowa sprawa, chyba że chuj był duży i satysfakcjonujący. Mogę Ci powtarzać w kółko, że zawsze powinniśmy się o siebie starać. Ile wcielisz z tego w życie? Tyle do Ciebie wróci. Jeśli dasz człowiekowi gówno, to gówno otrzymasz. Nie ma się co oszukiwać, jak dbamy, tak mamy.


Na starcie relacja wydaje się być wzorowa. Potrafi zaspokoić pod każdym względem. A potem przychodzą kłótnie i rozczarowania niszczą ten doskonały obraz. Miłość przestaje smakować, zadowala nas albo już nie. Zaczynamy dostrzegać swoje braki, pragnienia i ściany, jakie stawia przed nami związek. I wtedy otrzymujemy prosty rachunek. Ile procent z tych uczuć zostało? Czasem po dobrze spędzonych ze sobą latach mamy 80% tego, co było na początku, a czasem pretensji i rozczarowań narosło wystarczająco, aby się zastanawiać przez kolejne lata: czy to jeszcze ma sens?

Czasem nie można mieć więcej niż 80%. Wtedy należy się z tym pogodzić i nauczyć trzymać na smyczy swoje demony. Czasem te brakujące 20% okazuje się tak wiele dla nas znaczyć, że nie daje nam spokoju i nie pozwala żyć, spuszczając ze smyczy nasze najgorsze cienie. Czasem dla tych 20% oszukujemy, zdradzamy, potrafimy nienawidzić i stracić jakąkolwiek chęć na uczuciowe zaangażowanie. Czasem mamy zaledwie te 20%, a nadal przy kimś tkwimy z braku lepszych perspektyw, przez niedobór wiary w siebie albo z powodu zobowiązań finansowych, nienawidząc siebie nawzajem wraz z wegetacją, którą mamy zamiast życia.

Jeśli partner daje Ci wszystko, co najlepsze i budząc się obok niego czujesz się szczęśliwa, ale czegoś lub kogoś Ci brakuje… pamiętaj, że te brakujące 20% może kosztować Cię wszystko, co najlepsze.

Do tych z pozoru mizernych 20% możesz dokładać kłamstwa. Jednak pamiętaj, że prędzej czy później wyjdą na jaw. Wtedy zniszczą te 80% stabilnej i dobrej relacji, której z jednej strony nie chcesz stracić, ale z drugiej nie potrafisz też jej w pełni docenić i się nią cieszyć. Przestań tęsknić i gonić za niedoścignionymi pragnieniami. Doceń to, co masz. Może masz więcej niż Ci się wydaje?

Z miłością jest jak z puzzlami. Pomimo tysiąca kawałków, pogmatwania i niezrozumienia, wszyscy kiedyś próbowali je złożyć w całość. Ktoś próbował składać wiele zestawów, ktoś inny układał kilka razy jeden i ten sam. Niektórym się to jeszcze nigdy nie udało, innym wręcz przeciwnie. Jednak życie potrafi być nieobliczalne i niesforne jak dziecko, które wbiegnie z butami we wszystko, na czym Ci zależało i co udało Ci się wspólnie z kimś stworzyć. Może to Ty popełnisz ten błąd, a może ktoś, kogo nigdy byś o to nie podejrzewała? Cieszmy się chwilą. Ale nie zapominajmy, aby zapytać osobę bliską naszemu sercu, czy równie dobrze się bawi. Nie każde zestawy puzzli muszą być kompletne. Często elementów jest tak dużo, że układanki nie da się skończyć lub z jakiegoś powodu jest felerna. Czy to znaczy, że elementy, jakie udało nam się dotychczas złożyć, nie przedstawiają pięknego obrazu, do którego dążyliśmy?

Czasem nie można mieć wszystkiego. Częściej nawet 80%, których oczekujemy od zbudowanego między nami uczucia, jest wszystkim, o co warto do końca się starać. Bo miłości w sercu nie wystarczy sobie tylko ułożyć. Trzeba umieć jeszcze o nią mądrze zadbać i przenieść ją przez życie w taki sposób, żeby jej nie zgubić.

Dbajcie o siebie i odpuszczajcie głupie spory. To buduje.

W przeciwnym razie tracicie tylko czas.

Jest mi bardzo, bardzo łatwo być wiernym
Po końcu każdego dnia jestem bez towarzystwa
Tak, przyznaję że zwariowałem na Twoim punkcie
Dlatego, że jesteś moja, postępuję zgodnie z zasadami

 723 osób przeczytało

Powróć do artykułów

Książki
sklep. pankobus. pl